- Shontaya jeśli znowu to ty to lepiej dobrze się ukryj - warknęłam pod nosem i pewnym krokiem weszłam do jaskini. Oczywiście moim oczom ukazała się Shontaya. Moje oczy zwróciły się na basiora który przed nią klęczał. To był ten nowy... Sawyer czy jakoś tak, w tej chwili mało mnie to obchodziło. Shontaya spojrzała na mnie, jej wzrok z szaleńcze podnieconego zmienił się w ogromnie zirytowany. Szybkim ruchem chwyciłam Shontaye kłami i powaliłam na ziemię. Nie lubiłam się cackać. Podeszłam do basiora, widocznie wypił "słynną" herbatkę Shontay bo jego rany zaczęły się sklepiać.
- Uciekaj - Szepnęłam mu na ucho i stworzyłam z cieni tygrysa. Cień złapał go w pysk i wybiegł z jaskini. Widziałam tylko jak basior zirytowany patrzy na mnie, w końcu jednak znikł za krzakami. Poczułam jak coś wbija mi się w kark. Była to Shontaya. Była w furii, wiedziałam, że słowa do niej nie dotrą. Zaczęła się poważna walka..
( Shontaya, Sawyer? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz